Złote, a skromne. Biografia inna niż wszystkie

Polski duchowny na dywaniku

Trzeba przyznać, że autorzy publikacji Uzurpator. Podwójne życie prałata Jankowskiego odrobili lekcję, a co ważne, nie szukają w książce na siłę sensacji. Przedstawiają w niej fakty, poparte relacjami świadków, często dokumentów i starają się ocenić oddziaływanie duchownego na jego otoczenie. Z kart książki wyłania się postać osoby o niewiarygodnym magnetyzmie, zaradnego a jednocześnie dbającego wyłącznie o własną wygodę. Autorzy zachodzą w głowę jak człowiek, który ledwo znał język polski dostał się na studia oraz jak zrobił karierę, skoro w całym swoim życiu przeczytał zaledwie dwie książki. Odpowiedzią będzie umiejętność radzenia sobie w inny, bardziej sprytny, biznesowy sposób. Do tego ksiądz Jankowski miał smykałkę jak mało kto.

Całe swoje życie zawodowe związał z Gdańskiem. Tu skończył seminarium w Oliwie, otrzymał święcenia oraz rozpoczął swój pęd ku karierze. W latach 80. XX wieku będzie uznawany za obrońcę „Solidarności” – ruchu robotniczego, odbywającego strajk w stoczni. Jankowski odprawi tam mszę, wyspowiada wszystkich oraz będzie służył dobrą radą. Okaże się po latach, że wszystko, czego się tam dowie, doniesie błyskawicznie do bezpieki, z którą będzie miał układy.

Farbowany lis w sutannie

Na plebanii Jankowskiego aż roiło się od przepychu; złoto, bursztyn, hebanowe meble, jedwabie. Wszystko to z pieniędzy, które wpłacali mu wierni na działalność opozycyjną. Oczywiście, wywiązywał się z niej, pomagał finansowo wiernym, wysyłał dzieci stoczniowców na kolonie oraz zamawiał niedostępne wtedy w kraju leki. Zabawki i ciuchy przyjeżdżały z darów w ciężarówkach. Miłosierny Samarytanin nie szczędził wydatków również dla siebie, kolekcjonując dzieła sztuki, wyprawiając uczty, na których królował jego ulubiony jesiotr i kawior. Dodatkowo na plebanii od zawsze przebywały dzieci, w większości młodzi chłopcy o jasnych czuprynach. Gosposia wie, że ksiądz śpi z niektórymi w jednym łóżku, ale nie zwraca uwagi, bo nie wypada. Biskup, który ma nad prałatem bezpośrednią pieczę nie reaguje. Wszyscy wiedzą, nikt nic nie mówi. Bo legendy nie da się już ruszyć, a poza tym naruszenie wizerunku Jankowskiego zniszczy też mit o walczącej „Solidarności”, a tego  nie chce nikt. Więc siedzą cicho.

Po upadku komuny prałat nie będzie dostawał tylu darów, ale to wcale nie znaczy, że zrezygnuje z hedonistycznego trybu życia. Od tej pory będzie zbierał fundusze poprzez założoną fundację lub organizował zbiórki wśród wiernych. Ludzie zapiszą mu w testamencie całe majątki, mieszkania, ruchomości i biżuterię, którą Jankowski upłynni albo odda chłopcom pełniącym na plebanii posługę.

 Pomniki bez piedestału

Mit Jankowskiego upadnie jeszcze za jego życia, gdzie zostanie zmuszony do zrzeczenia się funkcji prałata i opuszczenia plebanii. Książka, w której poznajemy jego historię powinna być podjęta dyskusji jako element szerszej debaty publicznej. Nie tylko ze względu na to, że pokazuje zaniedbania i słabą kondycję polskiego kościoła katolickiego. Ukazuje ogrom ustępstw na jaki idą ludzie, by tylko coś przemilczeć. Są sytuacje wymagające natychmiastowych działań, a historia prałata pokazuje, że każda z nich jest konieczna.